
| Źródło: www.konflikty.wp.pl |
2012-01-19 10:18:28
|
Ameryka nadal jest mocarstwem dominującym, Chiny zaś najpoważniejszym kandydatem do statusu przyszłej superpotęgi. Zgoda co do tego panuje po obu stronach Pacyfiku. Amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton dała jednoznaczny sygnał, że tak jest, kiedy wybrała się w pierwszą oficjalną podróż do Azji. W numerze listopadowym (2011 rok) renomowanego magazynu "Foreign Policy" przedstawiła strategię, którą nazwała "amerykańskim wiekiem Pacyfiku". Stwierdziła wprost, że "region Azji i Pacyfiku stał się kluczowym elementem w polityce globalnej", że "ulokowanych jest tam kilku kluczowych sojuszników USA, a także znajdują się wschodzące rynki, takie jak Chiny, Indie czy Indonezja". Stąd też, jak podkreśla Clinton, "jednym z najważniejszych zadań amerykańskiej dyplomacji w nadchodzącej dekadzie będzie znacznie większe zaangażowanie się - dyplomatyczne, ekonomiczne, strategiczne i inne - w regionie Azji i Pacyfiku".
Nikt już dzisiaj nie wątpi, że najważniejszym rozgrywającym na tym obszarze są Chiny, przez jednych (USA, kraje zachodnie) traktowane jako szansa dalszego rozwoju i owocnej dwustronnej współpracy, przez innych uważane za zagrożenie i wyzwanie: ekonomiczne, finansowe, a nawet geostrategiczne, militarne i technologiczne. Wiąże się to z niebywale dynamicznym wzrostem Chin, które w minionych trzech dekadach notowały rokrocznie 10-procentowy wzrost gospodarczy i w 2009 roku wyrosły na największego eksportera na globie (wyprzedziły Niemcy), a w roku 2010 na drugą gospodarkę świata (wyprzedziły Japonię). Zdumienie, ale i obawy, budzą też chińskie rezerwy walutowe, największe na globie, sięgające 3,4 biliona dolarów i powiększające się w tempie 35-50 miliardów dolarów miesięcznie.
Więcej:
http://konflikty.wp.pl/kat,1020361,title,Czy-supermocarstwa-sa-skazane-konflikt,wid,14178313,wiadomosc.html?ticaid=1dc43&_ticrsn=5