
| Źródło: www.newsweek.pl |
2012-01-09 10:45:05
|
Drugą odmianą multilateralizmu jest multilateralizm sensu stricto, który zakłada porozumienie się głównych światowych potęg - jest to współczesna odmiana znanego nam z XIX w. koncertu mocarstw. Multilateralizm sensu stricto stanowi oficjalną doktrynę dyplomacji Chin czy Rosji, które otwarcie kontestują postzimnowojenną hegemonię Stanów Zjednoczonych. Wspomniana dominacja USA powoli dobiega końca z powodu kryzysu gospodarczego oraz dynamicznego wzrostu Chin i innych państw tzw. grupy BRIC(S). Administracja Baracka Obamy od początku urzędowania zmieniła politykę wobec z Chin z konfrontacji na poszukiwanie konsensu. Ów konsens, będący kwintesencją multilateralizmu (sensu largo i sensu stricto), próbują znaleźć stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jak pokazuje ilość zawetowanych rezolucji, koncert mocarstw w układzie: USA, Chiny, Rosja, Wielka Brytania i Francja często nie jest w stanie dojść do porozumienia. Interesy mocarstw w zbyt wielu sprawach po prostu się wykluczają.
Wyraźnie widać to podczas szczytów klimatycznych, gdzie interesy Stanów Zjednoczonych, Chin, Indii i Brazylii są na tyle rozbieżne, że niemożliwe jest zawarcie układu zastępującego protokół z Kioto. Widać to też na przykładzie rezolucji potępiającej reżim Baszara Assada w Syrii, wetowanej w RB ONZ przez Chiny i Rosję. O ile czasem, jak w przypadku Libii, udaje się osiągnąć porozumienie (rezolucja w sprawie wprowadzenia strefy zakazu lotów nad Libią), to częściej interes narodowy bierze górę nad czymś uważanym za wspólny cel. W tej sytuacji, którą można uznać za patową, karierę może zrobić minilateralizm.
Więcej:
http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/602983,minilateralizm-w-rozkwicie.html